Wiele gier komputerowych zapisało się w historii z określeniem ich jako gry kultowe. Wiele słów spłynęło już na opis jednej z nich. Wielu graczom LIMBO dostarczyło tak wiele metafizycznych doznań i rozmyślań podczas rozgrywki.
Gdyby tylko istniały takie dziewczyny, to prezenty zaproponowane przez portal www.ranker.com były by idealne pod choinkę. Oto lista 12 najbardziej wykręconych podarunków o tematyce gier komputerowych.
Każdy, kto odpalił najnowszą odsłonę Elder Scrolls choćby na moment wie, jak ten tytuł potrafi wciągnąć. Nie dziwi więc fakt, że nasz żółty ulubieniec przepadł w mroźnych krainach na długie godziny. Zobaczcie filmik i przekonajcie się jak to jest być dzielnym pogromcą gigantycznych skrzydlatych jaszczurek z perspektywy żony.
Zniszcz ich co do piksela! Taki jest motyw przewodni strzelanki scrollowanej w stylu retro – Pixelhate. W grze sterujemy niewielkich rozmiarów statkiem kosmicznym i strzelamy do wszystkiego co lata po ekranie. Nie wystarczy po prostu trafić przeciwnika, by go zniszczyć – trzeba zniszczyć niemal każdy jego piksel, albo chociaż jego rdzeń oznaczony żółtym pikselem. Na początku nasze działko posiada niewielką siłę rażenia, jednak po zdobyciu kilku power-upów, podobnie jak głos w grze będziemy mówić: „I love incredible firepower”. Inne power-upy to pancerz oraz bomba niszcząca piksele. Gra nie ma określonej liczby leveli, każdy z nich kończy się bossem, a są nimi: Logo Atari, PacMan z Duszkami oraz oddział Space Invaders. Jak to w tego typu grach bywa, ekran będzie zakryty wybuchami i poniewierającymi się pikselami od nieustającej akcji, zaś 8-bitowe eksplozje przykryją podkład muzyczny.
Dużo gier, konkursów, atrakcji, pasji – mało spania oraz czasu, aby tym wszystkim się nacieszyć. Tak w największym skrócie można opisać zeszły FamiCON, z cyferką 3 w nazwie. Wielkie spotkanie miłośników 8-bit i użytkowników forum EMU-NES#PL już dawno za nami…
Pod koniec tegorocznego sierpnia miała miejsce jedna z ważniejszych premier tego roku, a mianowicie Deus Ex: Human Revolution. Nie będę owijał w bawełnę, że w związku z tym warto wspomnieć skąd wziął się cały restart jaka była część pierwsza i takie tam. Po prostu zabrakło mi kasy na najnowszą część, a że klimat był idealny postanowiłem odświeżyć pierwowzór z roku 2000. Jako że była to podróż niezwykła i rodząca wiele interesujących przemyśleń postawiam się nimi podzielić, jak i samymi wrażeniami z rozgrywki.
Drugi odcinek cyklu poświęcimy nieco bardziej ludzkim wrogom. Nieco, gdyż nie do końca jest powiedziane że naziści muszą być ludźmi, lub że są ludzcy. Ci kontrowersyjni wrogowie budzą bardzo skrajne emocje, nikt jednak nie może odebrać im statusu chłopców do bicia. Występują w różnych typach gier, częściej jako bezosobowe strzelające kukły, innym razem jako główni przeciwnicy. Czasem trudniejsi, innym razem łatwiejsi, stojący jednak prawie zawsze po tej drugiej stronie barykady. Interesujący pod kątem tekstu są z pewnością naziści bardziej fantastyczni niż ci historyczni, postaram się jednak omówić zarówno jednych jak i drugich. Pomijam tutaj większość gier strategicznych, gdyż te nie należą do mojego kręgu zainteresowań, a moim celem nie jest opiewanie doskonałego odwzorowania historycznych jednostek a opisanie co bardziej interesujących przeciwników.
Przeciętny gracz z kilkuletnim stażem wystrzelał w swoim życiu tony ołowiu. Kineskopy, tudzież matryce naszych telewizorów widziały już całe multum ręcznego uzbrojenia. Od rewolwerów, przez pistolety maszynowe i karabiny szturmowe, aż do niezbyt poręcznych ckm-ów. Nie brakuje też broni wyborowej, doskonałej do zdejmowania odległych celów. Snajperki to dla wielu przekleństwo w rozgrywkach multi, a dla innych idealne narzędzie do zabawy w precyzyjne strzelanie. Tak czy inaczej, to temat poniższego felietonu. Od razu zaznaczam, że nie podejmę się historycznego przeglądu gier, w których snajperki odgrywały główną rolę. Będzie za to słów kilka o tytułach, gdzie bycie snajperem faktycznie miało mniejsze lub większe znaczenie, ale na pewno zapadło mi w pamięć. Smacznego.
Spotykamy ich w praktycznie w każdej grze. Eksterminujemy ich, pomiatamy nimi i bawimy ich kosztem. Nasi wirtualni przeciwnicy. Sam osobiście nigdy nie zagłębiałem ich istoty w grach, wydaje się to jednak być zadanie godne uwagi. Nasi przeciwnicy zasługują przecież na szacunek, nawet jeśli są tylko zbitką kilkunastu pikseli. Jednym z najpopularniejszych typów przeciwników są kosmici, czy jak kto woli – obcy.
Po naradzie z dwoma podwładnymi podsyconej ogniem wściekłości, Shao Kahn udał się w swe prywatne komnaty by przemyśleć co było do przemyślenia i stworzyć choćby zarys planu inwazji na ziemię. Przechadzając się po korytarzach swojej wieży, myślał o całej sytuacji w szerszym kontekście zastanawiając się dlaczego właściwie jego wymiar został tak bardzo obdarty z pięknych kobiet. Ziemianie mieli bowiem całe armie naprawdę gorących panien i nawet nie trzeba było się zbytnio wysilać by jakąkolwiek poderwać. Tutaj z kolei trzeba było się piekielnie natrudzić by w ogóle jakąkolwiek niewiastę zobaczyć. Jeśli zaś wziąć pod uwagę tylko te śliczne to cóż, starczy powiedzieć że lepiej było zostać gejem. Owszem, przyznać trzeba oczywistą winę Shang Tsunga w tej sytuacji. Przecież to jego eksperyment zakończył się zamianą prawie wszystkich niewiast w brzydkich tarkatan. Brzydkich i śmierdzących, a na domiar złego tylko samców. Miał po raz kolejny banalne zadanie – skopiować technologię powiększania biustu stosowaną tak powszechnie na ziemi. No i jak to Shang Tsung – musiał coś spieprzyć. Z początku zastępy biuściastych panien, po miesiącu natomiast w skutek efektu ubocznego płaskie jak decha, łyse, szpetne, no i oczywiście z bonusem między nogami. W każdym bądź razie imperatora dręczyła samotność. Jak to się dzieje, że taka osobistość nie może sobie poradzić z tym problemem? Shao Kahn nie był w końcu jakimś tam pierwszym lepszym szpetnym kmiotkiem! Nie! To była partia numer jeden, samiec alfa i zdobywca wszystkiego co zdobyć się da! Dlaczego więc ten cholerny los tak bardzo pokarał go nadmiarem testosteronu w jego świecie?
Mężczyzna, który ledwie trzymając się na nogach, spacerował po Piekarach Śląskich, nie wiedział, kim jest, jak się znalazł na ulicy i dokąd zmierza, potrafił za to bezbłędnie wyrecytować swój PESEL. Miał 8,2 promila. [ok 2x dawka śmiertelna dla człowieka]
Nie masz pomysłu na film? Nakręć komedię s-f o nazistach z Księżyca atakujących Nowy Jork po 70. latach od zakończenia wojny. Głupszego scenariusza w życiu nie widziałęm, aż muszę to objrzeć Ale podobno muzyka wymiata.
Ostatnie komentarze