Carmaggedon

Dociskasz pedał gazu stojąc na linii startu z resztą zwyrodnialców. Przed korowodem niezrównoważonych psychicznie „sportowców” stoi dzielnie facet trzymający flagę startową. Sygnalizacja jeszcze pokazuje czerwone światło, ale już czuć w powietrzu powiew śmierci. Pobliscy mieszkańcy mają odwagę wyjrzeć przez okno jedynie niemrawo i z najwyższych pięter wieżowców. Na ulicach nawet koty chowają się po śmietnikach. Pomarańczowe, zielone, START. Ostatnim co widział facet od chorągiewki była końcówka wycieraczki wbijająca się w jego oko. Pierwszy, drugi, piąty bieg, 180 mil na godzinę na liczniku. Szybki wjazd w bok jednego z przeciwników i kończy on na budynku – jeden punkt dla mnie, jedno życie mniej dla niego. Droga prosta na kilometr przed maską, nagły zakręt. W prawo czy prosto? Prosto – na stadion, na sportowo. Jeszcze nieco spalimy gumę na zwłokach jednego z graczy i możemy ruszać dalej. Kulturalny wyjazd z murawy i nagle dzwon. Odzyskuję świadomość po kilkunastu sekundach, kilkudziesięciu koziołkach w powietrzu i takiej samej ilości uderzeń czołem o deskę rozdzielczą. Od prawej z dużą szybkością nadjeżdża rozpędzony podrasowany spychacz śmierci wcale nie zaskoczony zimą, a za jego kierownicą jeden z największych sku####li jacy kiedykolwiek się urodzili. F##K!
Powyższy krótki opis jest jedynie namiastką tego co czeka gracza w jednej z najbardziej zwyrodniałych i przy tym diabelsko miodnych produkcji w historii gier wideo. Podniecasz się dziś swoimi wyczynami kaskaderskimi w GTA 4? Jara cię model zniszczeń Burnouta? Liczysz kolejne fragi zabijając dziesiątki przeciwników w strzelankach? Przy tym zadajesz pytanie „co to jest Carmageddon?” Powiem krótko – you’re n00b.

W tym momencie pewnie temat jest nieco abstrakcyjny dla mniej wtajemniczonych graczy, zwłaszcza tych którzy starą szkołę dopiero poznają. Otóż kiedyś panowały czasy mniejszej poprawności politycznej i większej swobody twórczej. Gry były odkrywcze i przebijały kolejne bariery nie tylko pod względem grafiki, ale też mechaniki. W tym czasie, a konkretnie w roku 1997 po nieco zawiłej historii z licencjami Stainless Games w końcu wypuszcza dzieło nieprzeciętne, w pewnych aspektach ponadczasowe, wizjonerskie i równie gorszące – Carmageddona.
Jako, że mamy do czynienia z definicji z grą wyścigową, pojawiają się samochody, pojawiają się tory, pojawiają się nawet opcje tuningowe, pojawiają się okrążenia i miejsca startowe, w końcu pojawia się chęć zwycięstwa. Cały smak gry to jednak sposób przedstawienia powyższych. Nasze bryki to tutaj pojazdy z piekła rodem, naszpikowane wszelkiego rodzaju igłami, zderzakami i wszystkim czym można zniszczyć przeciwnika. Za ich kierownicą oczywiście siedzi nie mniej odjechana ekipa postaci, która mogła by starczyć na stworzenie nie jednego horroru czy kryminału. O dziwo zdarzają się w tej galerii psychopatów również i kobiety. Na początku gry mamy wybór pomiędzy Maxem Damage – kierowcą wściekle czerwonej maszyny taranującej wszystko co spotka na drodze, oraz Die Anną – kobietą, która nigdy nie słyszała o słowie „hamulec”. Tory to w rzeczywistości wycięte ogromne kawałki terenu na których tor właściwy jest jedynie zasygnalizowany kolejnymi punktami kontrolnymi przez które musimy po prostu przejechać w odpowiedniej kolejności, zaś samą jazdą po jezdni nikt się tutaj nie przejmuje i wszelkiego rodzaju skróty to chleb powszedni. Z powyższego jasno wynika – gra jest swego rodzaju sandboxem pozwalającym na całkowitą wolność w obrębie terenu. Dodać należy, że jak na tamte czasy rozległość lokacji i czasem ich wielopoziomowość naprawdę kosiły mózg. Orientację w terenie poprawia nam mapa, jednak czasem wyjechanie np. z podziemi stanowi nie lada wyczyn. Aby nie było nudno, miejscówki są naszpikowane ustrojstwem wszelakim od luźno stojących kamieni, przez samochody na poboczach, na wagonach wcale nie kończąc. Jeśli zaś mowa o krajobrazach jakie przyjdzie nam zwiedzić, mamy metropolię, pustynne industrialne zabudowania, kopalnie i laboratoria, plażę, góry, zimową wiochę – nie ma opcji na znudzenie się scenerią po kilku wyścigach. Tuningowanie to tak naprawdę ulepszanie podstawowych statystyk samochodu, czyli szybkości, pancerza i siły uderzenia. Najciekawszym elementem gry i zarazem najbardziej kontrowersyjnym są sposoby zwycięstwa nieco odbiegające od tego co do tej pory w grach się spotykało. Standardowo jak na wyścig przystało możemy wygrać przejeżdżając wszystkie okrążenia – czas i miejsce nie mają roli, ważne by dotrzeć do mety żywym. Można wygrać również niszcząc pojazdy wszystkich „kolegów po fachu”. Wreszcie ostatnia opcja i zarazem najmniej typowa i totalnie makabryczna – można wygrać wyścig poprzez rozjechanie każdego mieszkańca miejscówki, gdzie akurat się ścigamy.

Tutaj dochodzimy do całej kontrowersji związanej z grą. Można rozjechać z zimna krwią przechodnia. BA! Trzeba! Czas w grze ucieka bezlitośnie, a każdy kolejny rozjechany daje dodatkowe sekundy i punkty do ogólnej noty. Oczywiście ciała ładnie się rozpryskują i po zaliczeniu co większych grupek gapiów ciągnie się za nami czerwony pas krwi okraszony stosownym bonusem (np. premią za styl). Co się zaś tyczy różnorodności przechodniów – spotykamy różne ich rodzaje od dziewczyn w bikini, zwykłych przechodniów w kurtkach, policjantów, po takie persony jak dziadek o lasce, czy babcie. Gdy przejeżdżanie ludzi zacznie się nam nudzić, zawsze czekają gdzieś watahy bydła gotowe przyjąć na grzbiet nasz bieżnik. Jest co zbierać na maskę i to nie podlega dyskusji. Na torach czeka nas jeszcze jedna niespodzianka – dopalacze. Odkrywanie wszystkich zostawię Wam, jednak pozwolę sobie nadmienić dla przykładu o prądzie kopiącym przechodniów w pobliżu aut (masowa eksterminacja i obowiązkowy bonus za combo). Ciekawym patentem jest pokazanie facjaty naszego zawodnika, którą możemy obserwować w małym okienku na ekranie. O ile kobieta zazwyczaj piszczy, o tyle face potrafi wrzucić jakiś mięsny komentarz, który momentalnie wprawia gracza w lepszy, bojowy nastrój. Samo zaliczenie wyścigu to jednak pół drogi do prawdziwego zwycięstwa. Otóż po zakończeniu rajdu dostajemy punktację w zależności od naszych osiągnięć , a punkty te służą do naszego awansu ogólnego. Im wyżej znajdujemy się w rankingu, tym lepsi przeciwnicy na nas czekają, a tory stają się bardziej pokręcone. Od pewnej rangi możemy nawet spotkać policję na drogach, która skutecznie podtruje nam krwi jeśli szybko nie znikniemy jej sprzed nosa. Policja to zdecydowanie jedna z największych przeszkadzajek w grze i jeden z najbardziej problematycznych przeciwników. Zwykłe patrole potrafią poszlachtować nasze nerwy ustawicznym kasowaniem nam blacharki. Widząc natomiast gigantycznego Interceptora mamy dwa wyjścia, albo popuścić zwieracze ze strachu i poddać się pełni bezsilności, albo niezwłocznie się oddalić otulając pojazd w całunie strachu i kurzu spod opon. Oczywiście wśród lepszych pojazdów również spotkamy prawdziwych wymiataczy jak choćby przytoczony na początku spychacz. Pojazdy takie są w stanie jednym celnym czołowym uderzeniem zakończyć nasz wyścig. Z pomocą przychodzi szybka reperacja pod klawiszem, ale i to jest małym pocieszeniem gdy walnie w nas ogromna, rozpędzona bryła stali. Nierzadko też lądujemy na dachu i trzeba zrobić mały reset, co oczywiście odbija się na naszej kieszeni, która miała pokryć tak niezbędne ulepszenia pojazdu. Zdobywanie kolejnych wehikułów do garażu odbywa się poprzez likwidację przeciwników na torze. Ot niszczymy delikwenta i jeśli mamy szczęście, jego fura zostanie oddana w nasze ręce.

Tak w ogromnym skrócie wygląda to co widzimy na ekranie, a co tak bardzo gorszyło społeczność, że gra była nawet banowana. Teraz słów kilka o fizyce i oprawie gry.
Trzonem rozgrywki jak już wspomniałem jest wyścig po otwartych terenach. Pierwsze skrzypce gra tutaj stosunkowo „ciężka” fizyka. Samochodami steruje się trudno, wpadanie w poślizgi to chleb powszedni, fikołki i dachowania zdarzają się co kilka sekund. Przy tym elegancko gnie się blacha naszych wehikułów, sypia się iskry i samochód doznaje uszkodzeń utrudniających nam jazdę. Zabrzmi to dziś jak głupota najczystsza, jednak w porównaniu do najnowszych tytułów, jedynie garstka nieliczna może poszczycić się taką demolką samochodową. Wywołane tytuły pokroju Gran Turismo 5 z super mega realistyczną grafiką, pod względem uszkodzeń są daleko za grą z poprzedniego tysiąclecia. Prawda, że brzmi to niedorzecznie? Do tego wszystkiego warto doliczyć fakt, że gra jest pierwszym tytułem traktującym o jeździe samochodami pozwalającym na freeroaming w środowisku 3D. Inspiracja dla gier pokroju Drivera i późniejszych odsłon GTA? Możliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecność trybu powtórek bliźniaczo podobnego do tego, które potem zaoferował Driver.
Graficznie dziś pewnie większość graczy by się przestraszyło pixeli. Zauważyć jednak trzeba, że gra ma otwarty świat i płynną animację, do tego można efektownie trzaskać samochody. Po ulicach biega masa ludzi (płaskie bitmapy), piętrzą się budynki i ogólnie środowisko jest pełne różnorodności. Gra ma zdecydowanie ciężki klimat i tony kolorów mamy tutaj raczej mroczne, pozbawione jaskrawości. Menusy dopełniają klimatu choćby przez kursor w kształcie odciętej ręki z której kapią krople krwi. Zdecydowanie nie jest to dzisiejsza najwyższa półka zwłaszcza, że tytuł nie obsługiwał w standardzie nawet wygładzania tekstur. Musze jednak przyznać z czystym sercem, że wracając do tej pozycji – ciągle ma magię i grafika jest na tyle czytelna by sprawiać radość grania.
Dźwiękowo jest wyśmienicie. Wszelkiego rodzaju krzyki ludzi, trzaski metalu, odgłosy silnika to ówczesna najwyższa półka i buduje klimat do dziś. Muzyka w grze również potrafi przywalić za sprawą takich tytułów jak choćby „Zero Signal” od Fear Factory w intrze.

Podsumowując – pewnie w pełni docenią ten produkt tylko ludzie o dość czarnym poczuciu humoru. Gra faktycznie jest kontrowersyjna i brutalna, jednak nie jest to jej oś napędowa jak to już często się zdarzało. Są to naprawdę jedne z najlepszych i najoryginalniejszych wyścigów jakie kiedykolwiek powstały i aż dziw, że nikt nie wpadł na pomysł ich reaktywacji po tylu latach. Prawda bowiem jest taka, że kolejne dwie części nie dosięgały nawet do pięt pierwowzorowi i seria umarła wieki temu.





























Perełka wśród brutalnych gier:) Btw…Czy z jedynką też było tak jak z kolejnymi częściami, że były wersje ocenzurowane, gdzie zamiast ludzi były zombiaki? Pytam tak z ciekawości:)
Jeśli coś miało krew i było wydane w Niemczech to było cenzurowane. O ile było wydane – wtedy cenzura absolutna. Pamiętam, że niemiecka wersja Carmageddona 2 na N64 zamiast ludzi miała dinozaury, auta wyglądały jak resoraki i zamiast krwi był lecący zielony gazO_o
Świetna gra, grałem co prawda tylko w Carmageddon 2: Carpocalypse Now, ale z chęcią znów do niej wrócę oraz sprawdzę jedynkę
). Auto głównego bohatera ma opływowy kształt oraz charakterystyczną płetwę, podobnie jak auto Max’a 
Gra w nim nawet Sylvester Stallone
Ciekawostka – gra była inspirowana filmem Death Race 2000 (z 1975 roku), link:
http://www.youtube.com/results?search_query=death+race+2000&aq=f
W filmie jest wyścig na śmierć i życie, auta są podrasowane (karabiny zamiast lamp, kolce przy zderzakach, etc.) rajdowcy dostają punkty za eliminację siebie oraz przechodniów (emeryci najwyżej punktowani
Film polecił mój przyjaciel, na początku byłem sceptycznie nastawiony (rok produkcji mnie odpychał), ale po obejrzeniu byłem pozytywnie zaskoczony, imho, film jest nawet dobry.
Jako fan Carmageddona cóż mogę powiedzieć, świetny opis! Carmageddona I oraz II tak jak kilku innych genialnych tytułów nigdy ich nie usuwam z dysku twardego i gram co jakiś czas choćby po parę minut
Pierwsza część była zdecydowanie najciekawsza, ale uważam iż II była równie udana. Zwłaszcza zniszczenia i ogólna masakra, która do dziś mi się graficznie podoba. Dodatkowo za pomocą GlideWrapper w Carmageddon II można grać w wyższych rozdzielczościach oraz z pełnym wygładzaniem
Natomiast najgorzej w rozrachunku wypada TDR2000, ale jako osobna gra również jest ciekawa i posiada specyficzny postapokaliptyczny klimat. Dodatkowo plansze były bardzo rozbudowane, a niektóre mocno oryginalne (ten wielki most na pustkowiu
)
Szybki screen na zachętę (te auta to mody) http://www.lfsdrift.net/keitaro/screeny/CarmageddonII01.jpg
Co do Carmageddonu TDR2000 to największa jego wadą były bugi. Na 3 różnych sprzętach próbowałem w niego grać i zawsze były kłopoty, a na obecnym w ogóle nie udaje mi się uruchomić gry..
Nawet ciekawie ten screen wygląda, zainteresuję się jak będę miał czas;) Thx za info:D
A co sądzisz o Motorstorm Apocalypse? Zasada bardzo podobna jak w Carmaggedon
Nie bardzo podobna, całkowicie inna. Przecież graliśmy u mnie w Motostorma drugiego i wiesz co sądzę.
na tym sie uczyłem jeździc:P:P
Widać efekty:D
Powalczyłem z 3h i gra jako tako działa (poza misjami tam zawsze mi błędy wyskakują) Teraz mam już wszystkie Carmageddony działające na dysku hehe. Udało się odwiedzić i pokonać most http://www.lfsdrift.net/keitaro/screeny/CarmageddonTDR200001.jpg
Ogólnie trochę szkoda iż TDR2000 nie był doceniony. W grze sporo poprawiono w stosunku do poprzedników – miasta tętnią życiem, masakra i zniszczenie jest przeogromne. Grafika była na tamte czasy bardzo ciekawa (zastosowano m.in. różnego rodzaju oświetlenia) Ogólnie gra się naprawdę przyjemnie. Jedyne co można zarzucić TDRowi to średnie zniszczenia aut (ale nie można narzekać) i zbyt realistyczną fizykę. Za plus fizyki można wziąć to iż auta ciężko jest wydachować.
Ja to będę męczył te gry do końca świata. Łącznie z Driverem, Baldurami, Icewindami i kilkoma innymi tytułami.
Mi się podobała również druga część. gog.com mógłby wrzucić jedynkę z dodatkiem działającą pod Win7 64bit, chętnie bym nabył